Nowa Stepnica

Wolne Forum mieszkańców Gminy Stepnica

Najsłynniejsza bitwa XVII wiecznej Europy, Jan III Sobieski i husaria

sobieski

Dlaczego Wiedeń?

Po zdobyciu Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł) w 1453 roku sułtani postrzegali siebie jako nowych władców Imperium Rzymskiego, uniwersalnego imperium. Habsburgowie, którzy rządzili połową kontynentu, również przypisywali sobie ten tytuł. Dlatego właśnie Osmanowie musieli ich pokonać. By udowodnić, że to miano należy się wyłącznie im. Wiedeń stał się zatem oczywistym niejako celem tureckiego dowództwa.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że Jan III Sobieski szykował się do wojny z Turcją już od przełomu lat 1678/79. Było to związane z fiaskiem polityki bałtyckiej, a zwłaszcza z nieudanymi próbami odzyskania Prus Książęcych. Podczas sejmu, zakończonego na początku roku 1679, król uzyskał poparcie dla polityki antytureckiej: upoważniono go do rozpoczęcia akcji dyplomatycznej w celu znalezienia sojuszników w planowanej rozprawie z Półksiężycem, postanowiono spłacić wojsku zaległe długi, a w razie wybuchu wojny ustalono liczebność armii na 48 tysięcy żołnierzy.

Cesarz austriacki, któremu Sobieski składał propozycje zawarcia sojuszu antytureckiego, odnosił się wobec nich dość obojętnie. Był przekonany, że Turcja nie zagrozi jego posiadłościom, gdyż będzie zajęta w Moskwie i Rzeczypospolitej. Sytuacja zmieniła się we wrześniu 1682 roku, kiedy to na Węgrzech w wybuchło powstanie popierane przez Turcję. Na jego czele stanął Emeryk Thököly. Ogłosił się on królem górnych Węgier, zostając jednocześnie lennikiem sułtana.

Sojusz pomiędzy Wiedniem a Warszawą podpisano 1 kwietnia 1683 roku (z datą 31 marca z powodu prima aprilis). Austria zrzekła się wówczas wszelkich pretensji wynikających z pomocy udzielonej Rzeczypospolitej podczas potopu. Obie strony przyrzekły, że żadna nie zawrze samodzielnie układu pokojowego z Turcją. Rzeczypospolita zobowiązała się wystawić 40 tysięcy wojska, a cesarz 60 tysięcy. W razie zagrożenia stolicy jednego z sojuszników drugi miał podążyć na pomoc przy użyciu wszystkich sił wojskowych.

Oblężenie Wiednia

wiedeń

W połowie lipca oddziały dowodzone przez wielkiego wezyra Kara Mustafę znalazły się pod miastem i rozpoczęły oblężenie. Liczyły one ponad 100 tysięcy żołnierzy; niektóre źródła szacują ich liczebność nawet na 300 tysięcy. Była to największa armia, jaką Turcy zmobilizowali w XVII wieku. Wiedeń miał wprawdzie silne fortyfikacje i odpowiednią ilość dział, ale wojska Kara Mustafy były w tym czasie wyspecjalizowane w zdobywaniu fortec. Z kolei po drugiej stronie armia cesarska licząca zaledwie 27 tysięcy żołnierzy pod wodzą księcia Karola Lotaryńskiego nie miała żadnych szans wobec tak potężnej siły. Potęga turecka wobec nikłej siły wojsk cesarskich nie powinna więc mieć problemów ze zdobyciem miasta, ponadto zachodnia Europa obojętnie podeszła do agresji tureckiej, nie zdając sobie sprawy z możliwych jej konsekwencji. Europa Zachodnia była nieczuła na to co działo się pod murami Wiednia. Cesarz austriacki Leopold musiał ewakuować się w głąb kraju. Pomoc Rzeczypospolitej stała się dla Austrii niezbędna.

Jan III Sobieski, który pomimo trudności w zebraniu środków na zorganizowanie wojska, dzięki własnej ofiarności, subsydiom papieskim i cesarskim stworzył armię (liczącą około 27 tysięcy), która 11 sierpnia 1683 roku wyruszyła spod Krakowa w stronę Wiednia.  3 września na zamku w Stettelsdorf w pobliżu Dunaju odbyła się rada wojenna sprzymierzonych.

 

szarża

Bitwa

Przed bitwą wiedeńską miał wezyr wysłać do Jana III Sobieskiego korzec maku na znak, że tyle ma żołnierzy pod sobą, ile jest tych ziarenek w korcu – niezliczoną ilość. Miał na to Sobieski odesłać garniec pieprzu z komentarzem, że Polaków jest tylko tyle ile ziarenek pieprzu, ale niech no ktoś spróbuje je zgryźć !

Pierwotnie sprawa naczelnego dowództwa pozostawała niewyjaśniona. Sobieski od początku dawał do zrozumienia, że funkcja ta należy się jemu. Większość osób z otoczenia cesarza austriackiego uważała jednak, że to Leopold powinien stanąć na czele armii sprzymierzonych. Ostatecznie, dzięki poparciu „duchowego lekarza Europy” – kapucyna Marka d’Aviano, zaszczyt ten przyznano Sobieskiemu.

Plan bitwy wiedeńskiej po stronie sprzymierzonych został ustalony przez Jana III Sobieskiego i księcia Karola Lotaryńskiego. Przewidywał on ustawienie wojsk chrześcijańskich w trzech grupach na bardzo szerokim froncie – od wzgórza Leopoldsberg na Dunajem, po wzgórze Rosskopf w Lesie Wiedeńskim. Skrzydło lewe, naddunajskie zajęły wojska Karola Lotaryńskiego wraz z korpusem Hieronima Lubomirskiego i wojskami saskimi, w środku znalazły się oddziały bawarskie i frankonsko-szwabskie. Na prawym skrzydle stanęli Polacy, z królem pośrodku.  Teren, na którym miała się rozegrać bitwa odznaczał się urozmaiconym ukształtowaniem, nie sprzyjającym starciu tak ogromnych wojsk. Trudne do sforsowania przejścia, górskie ścieżki i przesmyki stanowiły nie lada przeszkodę dla polskich wojsk, które musiały je forsować.

Decydujące starcie obydwu zebranych armii miało miejsce 12 września. Armie sprzymierzonych wyszły na pozycję już z 11 na 12 września, gotując się do bitwy. Niedzielny poranek był dosyć mglisty, toteż ogarnięcie całego pola walki było wówczas niemożliwe. Pierwsze natarcie wojsk sprzymierzonych rozpoczął książę Lotaryński na lewym skrzydle, uderzając drogą wzdłuż Dunaju, gdzie związali się walkami z wojskami janczarów. Następnie do boju wchodziły wojska: bawarskie, szwabskie i frankońskie. Polskie oddziały uderzyły około południa, przełamując coraz słabszą obronę turecką. Wojska osmańskie próbując kontratakować, musiały podjąć działania w niekorzystnej pozycji – pod górę, ale słabość koni, obawa o zgromadzone łupy w obozie, obniżało morale armii tureckiej. Pierwsi nie wytrzymali ataku wojsk sprzymierzonych Tatarzy. Ponadto piechota sforsowała przejścia na równinę, co dało sygnał Sobieskiemu, że wtedy przypadł moment na podjęcie generalnego ataku. Polska husaria razem z kawalerią niemiecką i austriacką w sile około 20 tysięcy żołnierzy runęła na wojska tureckie. Szarża husarii (uznawana za najwspanialszą w historii) była punktem kulminacyjnym, a zarazem przełomowym w toczącej się od rana bitwie. W ciągu kilkunastu minut na stojących w dolinie Turków runęło ze wzgórza blisko 20 tysięcy jeźdźców, w tym 2500 husarzy. Ciężka jazda stopniowo nabierała rozpędu, potem poszła w cwał i jak huragan pędziła do boju. Za nią podążały chorągwie pancerne, lekka jazda oraz wojska sprzymierzone – Austriacy i Niemcy. Takiej szarży, dowodzonej osobiście przez Sobieskiego, dotąd nie widziano. Jej impet był tak gwałtowny, że janczarzy i artylerzyści tureccy zdołali oddać tylko jedną salwę. Miażdżące uderzenie husarii (odpowiednika dzisiejszych czołgów) spowodowało, że szeregi wroga prysnęły niczym bańka mydlana, co nie dziwi, skoro tylko dwudziestu polskich husarzy zachowało w ataku nieskruszone kopie. Uderzenie spowodowało popłoch wśród Turków, którzy rzucili się do ucieczki, co oznaczało klęskę wielkiego Kary Mustafy, a w efekcie upadek planów osmańskich dotyczących zajęcia Wiednia. Tak kończyła się jedna z największych bitew XVII wieku i historii świata. Dla Turcji oznaczała kres ich potęgi, zaś dla cesarstwa ocalenie przed upadkiem.

Po stronie sprzymierzonych zabitych i rannych było około 3500, zaś po stronie tureckich straty sięgały nawet 15 tysięcy zabitych i rannych. Przez całą noc z 12 na 13 września wojska sprzymierzonych stacjonowały w pogotowiu, licząc się z możliwością powrotu Turków i podjęcia przez nich prób dalszej walki. Tak się jednak nie stało. Zwycięzcy na drugi dzień mogli rozpocząć podział łupów i trofeów wśród których było: 25 tysięcy namiotów, 20 tysięcy bawołów, wołów, mułów i wielbłądów, 10 tysięcy owiec, ogromne ilości zboża, kawy, miodu, ryżu, a także innych produktów. Do cesarskiego arsenału zdobyto 117 armat, 983 cetnary prochu, 1500 cetnarów ołowiu, 20 tysięcy granatów, 2 tysiące pocisków zapalających, 1000 bomb i 18 tysięcy zwykłych kul. Bogactwo jakie ujawniło się sprzymierzeńcom dawało prawdziwy obraz wyprawy, jaką podjęła Turcja celem zniszczenia Wiednia i rozlania islamu na chrześcijańskie kraje Europy.

Bitwa pod Wiedniem po wieki rozsławiła imię Jana III Sobieskiego i to daleko poza granicami Europy. W dalekim Iranie polski król otrzymał zaszczytny przydomek El Ghazi – Zwycięzca, a jego imię budziło jeszcze większą grozę wśród Turków, zwących go „Lwem Lechistanu”. Zresztą jego talenty dowódcze zawsze budziły podziw, respekt i szacunek, także u potomnych, np. pruski generał Carl von Clausewitz, znany teoretyk wojskowości, zaliczył Jana III do najwybitniejszych wodzów wszechczasów.

 

husaria

Husaria

Oprócz polskiego króla sławę w Europie zyskała także husaria. W “Anegdotach o Polsce” tak o husarii pisał Francuz Franciszek Paweł Dalairac: „Usaria to najpiękniejsza jazda w Europie przez wybór ludzi, piękne konie, wspaniałość stroju i dzielność broni. Siedzi ta jazda na najlepszych koniach w kraju, uzdeczki są zdobione blaszkami i guziczkami srebrnymi lub pozłacanymi. Siodła haftowane z łękiem złoconym, wielkie czapraki na sposób turecki”. Inna anegdota tego samego autora opowiada o wydarzeniu, że gdy pewien król pragnął się cofnąć przed nieprzyjacielem następującym nań z przemagającą siłą, husarze przeszkodzili temu, oświadczywszy wyniośle, że “nie ma powodu obawiać się, kiedy jest pod ich osłoną, gdyż jeżeliby niebiosa zapaść się miały, toby je podtrzymano na ostrzach kopii”. Tą anegdotą Franciszek Dalairac wyjasnił istotę fenomenu skrzydlatego rycerstwa polskiego. Nadzwyczajna pewność siebie, przekładająca się na wysokie morale, była kluczowym czynnikiem pozwalającym husarzom przez dwa wieki odnosić fenomenalne sukcesy.

Najlepszym świadectwem wartości tego rycerstwa są opinie jego największych nieprzyjaciół.

Choćby ta wygłoszona przez szwedzkiego króla Gustawa Adolfa: O gdybym miał taką jazdę; z moją piechotą obozowałbym tego roku w Konstantynopolu. Taki podziw wzbudził w nim widok husarzy, którzy 1 października 1626 w bitwie pod Gniewem uniesieni zapałem bojowym, skakali na koniach ze stromego wzgórza w dół, jak w przepaść. Wszystko po to, aby uderzyć w piechotę szwedzką, która chroniąc się przed szarżą husarii, opuściła szańce na wzgórzu i zeszła do jego podnóża, licząc że stromizna nasypu uniemożliwi polskim kawalerzystom dotarcie do nich.

Pierwsi husarze pojawili się w Polsce w 1500 r., lecz złoty okres tej kawalerii rozpoczął się wraz z jej reformą, którą zainicjował Stefan Batory. Już niecałe półtora roku po jego elekcji na króla Polski husarze w bitwie pod Lubieszowem (1577) rozbijają pięciokrotnie liczniejszego wroga – zbuntowanych gdańszczan i zaciężne wojska niemieckie, które mieszczanie wynajęli do obrony swoich interesów. Później zwycięstwa sypnęły się jak z rękawa, każde kolejne bardziej spektakularne.

Poczesne miejsce wśród nich zajmuje bitwa pod Kłuszynem (1610), dzięki której Polska załoga stanęła wkrótce na moskiewskim Kremlu, a polski królewicz Władysław Waza został carem Rosji. W bitwie tej husaria wspięła się na absolutne wyżyny możliwości kawalerii. Piersiami swoich rumaków łamała dębowe płoty. Pokonała kobylice, pikinierów i kirasjerów. Wytrzymała ogień muszkietowy otwierany z minimalnej odległości (ledwo nie w bok [piechota] muszkiety naszym [husarzom] kładła). Nie zmógł jej ogień licznej artylerii. Przejechała w ciągu doby od kilkudziesięciu do nawet 120 km, walcząc przy tym kilka godzin w lipcowym słońcu, szarżując na przeciwnika nawet po dziesięć razy. I pokonała kilkunastokrotnie liczniejszego nieprzyjaciela! A wszystko to przy minimalnych stratach własnych – około 80 zabitych i 100 rannych.

Trudno też pominąć epizod spod Chocimia (1621), kiedy to sam sułtan turecki Osman II, widząc jak garstka 600 husarzy pojedynczą szarżą rozbija 10 tys. jego najlepszych żołnierzy, rozpłakał się z bezsilności.

Skrzydlaci jeźdźcy

Wbrew powszechnej opinii nie wszyscy husarze używali skrzydeł.  W Polsce robili to tylko niektórzy pocztowi, szeregowi husarscy. Towarzysze – podoficerowie – ich nie nosili. Ponadto w czasach świetności nie były to znane nam z filmów i muzeów wysokie, wygięte nad głową skrzydła. Takie nosiła husaria dopiero w epoce swojego zmierzchu – w XVIII w.  

W XVIII w. do boju zakładano skrzydła krótkie, niewystające ponad głowę i niewyginające się nad nią. Mocowano je bądź przy siodłach (zazwyczaj pojedyncze skrzydło), bądź na plecach. W tym drugim przypadku mogła to być też para. Jeszcze wcześniej, bo w wieku XVI, bywało, że skrzydła mocowano do tarcz.

Przez lata w bojowe zastosowanie skrzydeł mocno powątpiewano, sądząc, że noszone były wyłącznie podczas uroczystości. Ostatnie badania pozwalają jednak odrzucić wątpliwości. Używano ich także w walce, o czym świadczą różnorakie źródła. Wśród nich są i wspomnienia samych husarzy.

A czemu skrzydła służyły? Po pierwsze – do ozdoby. Z drugiej jednak strony miały też stricte bojowe zastosowanie. Otóż konie z natury są zwierzętami płochliwymi. Skrzydła zaś, jak potwierdzają eksperymenty wykonywane przez rekonstruktorów, oddziałują na nie szczególnie silnie. W XVII w. aby wywołać zamieszanie w szeregach wroga, przed szyk roty husarskiej wysyłano kilku pocztowych ze skrzydłami. Ci straszyli konie nieprzyjaciela nieprzyzwyczajone do takich widoków, a reszta husarzy miała ułatwione zadanie. Gdy rycerstwo polskie w zwartych szeregach uderzało mieszającego szyki, próbującego opanować rumaki nieprzyjaciela, wynik starcia był przesądzony.

Podobny cel miało malowanie koni husarskich i długie proporce mocowane do kopii, które w trakcie szarży kręciły się i furkotały. Jak notował służący w wojsku polskim francuski inżynier Philippe Dupont: Nie ma takiego szwadronu wroga, który by się nie zachwiał, a często i nie załamał, gdy konie widzą migoczące [proporce] przed ich oczyma i słyszą świst powodowany w powietrzu, gdy husaria rusza do natarcia, które wykonywane jest zawsze z pełną prędkością. Istnieją źródła, które potwierdzają skuteczność proporców jeszcze w XIX w. Ten element wyposażenia przeszedł bowiem z kopii husarskich na ułańskie lance.

Husarze nosili także na plecach skóry drapieżników, a czasem i pod siodłami. Przy czym im zamożniejszy towarzysz husarski, tym droższe, bardziej egzotyczne skóry nosił. Zazwyczaj towarzysze stroili się w skóry dzikich kotów – lwów i lampartów, pozostawiając pocztowym tańsze skóry wilków i niedźwiedzi. Wszystko to też miało wzbudzać strach.

Jednak nie skrzydła i nie skóry były najważniejszymi elementami wyróżniającymi husarię, ale kopie – specjalnej konstrukcji, używane w szczególny sposób. Wydrążone wewnątrz, były lżejsze niż te o pełnych drzewcach. A dzięki zmyślnej technice posługiwania się tą bronią, czyli pozostawieniu końca kopii w toku podczas składania się do ataku, znacznie mniej obciążały ramię husarza. Obie te innowacje pozwalały polskiemu rycerstwu posługiwać się najdłuższą w dziejach ludzkości bronią. Sięgała ona nawet 6,2 m, umożliwiając dosięgnięcie każdego przeciwnika, nim ten uderzył swą bronią w husarza. Źródła historyczne mówią o przypadkach, gdy taką kopią przebijano nawet pięciu, sześciu wrogów naraz!

Właściciel pocztu, czyli towarzysz, musiał być człowiekiem bardzo majętnym, gdyż służba w husarii w żaden sposób nie zwracała mu poniesionych nakładów. Dlatego choć w tym względzie nie było żadnych obostrzeń, przytłaczająca większość towarzyszy wywodziła się ze szlachty. Tylko ją stać było na najlepsze rumaki, które kosztowały fortunę. Dla przykładu: Wojciech Stanisław Chróściński, wyruszając na odsiecz Wiednia, kupił sobie konia wartego 3146 złotych. W tym czasie roczny żołd husarza wynosił 200 zł. Tańsze były wierzchowce, które towarzysze kupowali dla swoich pocztowych. Zazwyczaj kosztowały od 100 do kilkuset złotych. Cena skór wahała się od kilkudziesięciu do 200 zł. Podobna była wartość zbroi. Na koński rząd trzeba było wyłożyć od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Szable, koncerze, broń palna, ubrania, wozy, żywność, namioty i tabun innych koni (do wozów i podjezdki), sprzęt obozowy – to wszystko razem kosztowało fortunę. Biorąc pod uwagę fakt, że rycerz ryzykował życiem, a służba w wojsku polskim była ochotnicza, trudno nie postawić pytania, co pchało ludzi do husarii.

Najsłynniejsi husarze a hymn

Wielu husarzy wsławiło się wiekopomnymi czynami, dzięki którym przeszli do historii. Wspomnijmy tu rotmistrza Andrzeja Firleja, który w bitwie pod Kłuszynem poprowadził swój oddział do szarży na kobylice i pikinierów, pokonując i jedne, i drugich. Jest to wybitne osiągnięcie, nie mające precedensu w dziejach wojen. W gronie tych, którzy okryli się sławą, jest Władysław Wilczkowski, porucznik husarii Lubomirskich. Jednym z ciekawszych jego wyczynów było zaszarżowanie na dziesięciokrotnie liczniejszych kirasjerów rosyjskich. Gdy do jego oddziału dołączyła druga rota husarska, nie tylko przepędzono kirasjerów, lecz i wdeptano w ziemię stojący za nimi pułk kozaków. Czyli tą pojedynczą szarżą pod Kutyszczami w 1660 r. rozbito kilkunastokrotnie liczniejsze siły przeciwnika. Mimo to, nie oni są najbardziej znanymi husarzami. Palmę pierwszeństwa dzierży jednak Stefan Czarniecki.

Czarniecki wywodził się z niezbyt zamożnej, a na dodatek obdarzonej licznym potomstwem rodziny szlacheckiej. Zaczynał swą karierę jako jeździec lekkiej kawalerii w 1621 r. W 1634 r. za jego wojenne wyczyny król nadał mu 200 włók ziemi, co pozwoliło mu już w następnym roku zaciągnąć się do husarii. Był z nią związany do końca życia. Najpierw, przez kilkanaście lat, jako porucznik. Później jako wódz wiodący i husarzy, i inne rycerstwo polskie do walk ze Szwedami, Kozakami, Rosjanami… Dzięki wojnom, 44 latom służby wojskowej, swoim talentom i zasługom, pod koniec życia Stefan Czarniecki awansował na urząd hetmana polnego koronnego.

Zrobił oszałamiającą karierę. Jego nazwisko znalazło się w naszym hymnie narodowym. Dzięki temu zyskał to, co było marzeniem każdego husarza – nieśmiertelną sławę.

Źródła:

http://www.wilanow-palac.pl/bitwa_pod_wiedniem_2.html

http://historia.wp.pl/title,Bitwa-pod-Wiedniem-odmienila-bieg-historii,wid,16877159,wiadomosc.html?ticaid=11591a&_ticrsn=5

http://filmy.newsweek.pl/bitwa-pod-wiedniem–husaria,96656,1,1.html

http://www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/husaria-czyli-najlepsza-jazda-swiata/

http://histmag.org/Bitwa-pod-Wiedniem-12-wrzesnia-1683-roku-9971;

7 komentarzy

  1. Trzeba powiedzieć, że sukcesy Husarii to nie tylko uzbrojenie, ale również wyszkolenie. Atakując wroga, Husaria tworzyła ławę tak szczelną, że nieomal dotykali się kolanami. Trzeba było wielu dni ćwiczeń, zarówno ludzi jak i koni, by do takiej perfekcji dojść. Wbrew pozorom, husarz niewiele ryzykował biorąc udział w bitwie. Broń palna była prymitywna, bardzo niecelna, gładkolufowa. Husaria była również uzbrojona w pistolety, które podobnie jak cała broń skałkowa, była bardzo zawodna.
    Atakowani przez husarię przeciwnicy, widząc taką nawałę woleli uciekać niż czekać na nieuchronną śmierć. Kopie były bronią “jednorazowego użytku”. W bitwach stoczonych przez husarię, najważniejszym
    oprócz fenomenalnego wyszkolenia odgrywał czynnik psychologiczny. Na równym terenie, nie było widać, ile szeregów liczy sobie jazda. Raz to ze względu na rosłość koni a także, że jednego husarza “obsługiwało” około pięćdziesięciu innych żołnierzy, pocztowych taborowych itp. Tak więc niech nas nie myli, że garstka husarii rozbijała wielokrotnie większe siły przeciwnika.
    Można tylko żałować, że w czasach husarii nieznane były media elektroniczne. Obejrzeć na żywo atak husarii, to jest moje marzenie. W dzisiejszych czasach rekonstruktorzy nie są w stanie odtworzyć ataku husarii, gdyż wyszkolenie bojowe wymagało niemal codziennych ćwiczeń, oprócz treningu fechtunku.
    Można by jeszcze dużo pisać o husarii, np to, że kopie były sponsorowane przez Jegomość Króla, a po odrzuceniu kopii husaria z lubością posługiwała się nieznaną wielu bronią – nadziakiem.

    Najlepsze: Dobre 3 Słabe 0

  2. Skrzydła husarii były używane wyłącznie do parady. W czasie bitwy mogły jedynie przeszkadzać!!!!
    Czasami pojawiają się w ikonografii bitewnej, ale na takiej samej zasadzie jak w obrazie Horacego Verneta Somosierra szwoleżerowie ubrani są w mundury PARADNE a na pierwszym planie widnieje hr. Wincenty Krasiński którego tam nie było!!!

    Oceń komentarz: Dobre 1 Słabe 0

  3. Chciałbym tylko sprostować zastosowanie skrzydeł husarzy – otórz żaden z koni rycerskich nie przestraszył by się byle świstu skrzydeł husarzy – Gdyrz konie bojowe miały styczność z nim na codzień – świst syltrzał przelatujących koło pyska. Po co więc naszej ulubionej formacji były skrzydła? Po to by gdy jakiś niemilec (np tatar) prubowałby zrzucić jednego z naszych (husarzy) poprzez zarzucenie nań pętli, owa pętla zawsze zatrzymywała się na skrzydłach.

    Oceń komentarz: Dobre 2 Słabe 0

  4. W 45 roku gdy Rosjanie i Polacy zdobywali Reichstag i Kancelarie Rzeszy bronili go nie Niemcy ale ponad 800 francuskich esesmanów z liczącej 7300 ludzi Brygady Grenadierów SS (1 francuska) “Charlemagne”. Sama sobie Francja i cała Europa nie mogła się nadziwić, że oto ta kolaborująca z Hitlerem Francja zostaje mocarstwem zwycięskim.
    Na kategoryczne żądanie Stalina 8 maja (było to późnym wieczorem, według czasu moskiewskiego nastał już 9 maja) w kwaterze marszałka Żukowa, w gmachu szkoły saperów w dzielnicy Karlshorst w Berlinie odbyło się podpisanie bezwarunkowej kapitulacji Wehrmachtu i innych sił zbrojnych III Rzeszy przed przedstawicielami trzech mocarstw sojuszniczych – ZSRR, USA i Wielkiej Brytanii. Obecni byli: generał Carl Spaatz (USA), brytyjski marszałek lotnictwa Arthur Tedder oraz marszałek Gieorgij Żukow. Na uroczystość do Berlina wysłał generała Jeana de Tassigny’ego. Zagroził on samobójstwem, gdyby odmówiono mu prawa do podpisania dokumentu i wywieszenia francuskiej flagi, a podpisujący akt kapitulacji (Wehrmachtu) w imieniu zwyciężonych Niemiec feldmarszałek Wilhelm Keitel skomentował obecność de Tassigny’ego w ten sposób, że powinien on złożyć podpis po obu stronach – składających i przyjmujących kapitulację. W końcu po protokolarnych przepychankach Żukow machnął ręką (Rosjanie to naprawdę dobrzy ludzie) nie chcąc upokarzać Francji, miejsce na flagę i podpis (po stronie przyjmujących kapitulację, ale też jako świadek) się znalazło.

    Generał Charles de Gaulle autentyczny przyjaciel Polski był ostatnim wielkim i odważnym Francuzem, ale mu 68 roku amerykanie rewolucje kolorowa zrobili (protesty studentów w Paryżu, to była sterowana akcja) i musiał ustąpić. Od tego czasu zaczęła postępować mentalno-polityczna degrengolada Francji. Szkoda.

    Najlepsze: Dobre 3 Słabe 0

  5. dobry artykuł!

    Oceń komentarz: Dobre 0 Słabe 0

    • Panie Regi a zasługi Kulczyckiego?kto dziś z Europejczyków z rana nie pije kawy? a francuziki croissanty wpieprzają do dnia dzisiejszego, powinni Węgrom dziękować gdzie je upieczono dla uczczenia zwycięstwa nad otomańskim półksiężycem.
      Dziękujmy za to polskiemu szpiegowi i skrzydlatym Sobieskiego

      Oceń komentarz: Dobre 0 Słabe 0

Dodaj komentarz

Optionally add an image (JPEG only)